Redakcja      Archiwum      Poczta    Księga gości 
 
BO!Tutaj  
Twój tygodnik Kijów - Warszawa - Nowy Jork - Jelenia Góra

  Nr 3 (rok I)             17 września 2003
W numerze:
bo! Sensacja:
HABAT RZĄDZI śWIATEM!

K2am.jpg (6.8 KB) Jak głosi Talmud ziemią obiecaną dla Żydów jest Polska i Ukraina, dlatego pokolenia kapłanów Levy nigdy nie opuściły Polski i Ukrainy i czekają spełnienia także innych przepowiedni.
 
bo! Śmierć Sikorskiego
zgonem Polski

sikorski_m.jpg (5.2 KB) Ten rok ogłoszono rokiem pamięci o Władysławie Sikorskim, mężu stanu, premierze i wodzu naczelnym zamordowanym 4 lipca 1943 na Gibraltarze.
 
bo! Zapomniany
Prezydent Polski w Kraju!

Budujemy pomnik
sokol_m.jpg (5.5 KB) Maj 2003. Kałków Godów. Na kolejną inwestyturę Orderu Świętego Stanisława zjechali zacni goście z całego świata. Zgodnie z zapowiedzią była to I Światowa Inwestytura Orderu Świętego Stanisława. Byli więc nawet goście z USA i Meksyku. Ale zabrakło ...Ukraińców.
 
bo! BO! Byliśmy w Kijowie!
m.jpg (6.6 KB) Pod koniec kwietnia tego roku redakcja "BO! Tutaj" gościła w Kijowie. Szczególnie istotne były spotkania z tamtejszą Polonią. Polskojęzyczny "Dziennik Kijowski" i Związek Polaków na Ukrainie działają tam w opłakanych warunkach.
 
bo! Od redakcji
Ku przemyśleniom
Leszka Kołakowskiego,
Szewacha Weissa
i Lou Carlsona
w dzień rocznicy 17 września 1939


Sześćdziesiąt cztery lata temu radzieccy żołnierze wkroczyli bez wypowiedzenia wojny na teren Polski. Los naszego państwa stał się przesądzony. Hitlerowcy, którzy uczynili to samo siedemnaście dni wcześniej i sowieci rozpoczęli wspólne dzieło kolejnego krwawego rozbioru Polski. I bezlitosnych zbrodni i rabunków.



Darmowe liczniki
Wyrolowani na milion złotych

W kodeksie cywilnym stoi jak byk: jeżeli komuś coś podarowałeś, możesz odwołać darowiznę, jeżeli obdarowany dopuścił się wobec ciebie rażącej niewdzięczności, ba, obdarowany musi twoją wolę uszanować i zobowiązany jest dobrowolnie rzecz, o którą chodzi, Tobie oddać. Zgodnie więc z kodeksem postąpili państwo Marszewscy, a oto co ich spotkało.

* * *

O rodzinie Marszewskich z Piechowic koło Szklarskiej Poręby zrobiło się głośno pod koniec ubiegłego roku, gdy wyszło na jaw, że wrocławska Fundacja na Rzecz Dzieci Poszkodowanych w Wypadkach Samochodowych "Help", której oni podarowali prowadzony przez siebie pensjonat turystyczny, pieniądze pozyskiwane z nawiązek sądowych zamiast na dosięgnięte nieszczęściem dzieci - przeważnie defraudowała, a podarowany jej przez Marszewskich pensjonat (pozorując jego gruntowny remont) posłużył Fundacji jedynie za przykrywkę do wyciągnięcia z jej kasy około miliona złotych. Obecnie prezesi i fundatorzy Helpu czekają na rozprawę sądową. A Marszewscy idąc za radą senatora profesora Adama Bieli na początku kwietnia tego roku na piśmie odwołali darowiznę. Piękny i warty ponad milion złotych górski pensjonat nie wrócił jednak do Marszewskich. Ci nadal mieszkają w zagrzybiałym i zdaniem lekarza nie nadającym się do zamieszkania budynku gospodarczym, położonym kilkanaście metrów od nieczynnego pensjonatu. Wstępu doń przez dwa miesiące dzień i noc pilnował Impel wynajęty przez zarządcę przymusowego fundacji doktor, inżynier Grażynę Dąbrowską Kauf. Zarządca dobrowolnie majątku Marszewskim nie chce zwrócić, choć zobowiązuje ją do tego kodeks cywilny. Ba, odmawia swoim dobroczyńcom pomocy zmuszając ich do życia w zagrzybiałych pomieszczeniach. Do niczego wobec nich się nie poczuwa.

Wyciśnięci jak cytryna

Prokurator Okręgowy z Wrocławia Robert Łęcki prowadzący sprawę Helpu nigdy nie uznał Marszewskich za pokrzywdzonych przez Fundację i nie wszczął postępowania z urzędu. O swoje Marszewscy upominają się więc sami. Sami złożyli do prokuratury i ministra sprawiedliwości zawiadomienie o przestępstwach przeciwko nim. Do wyjaśnienia bowiem pozostają wątki nie podjęte przez Wrocław, jak chociażby ewentualne powiązania szefów Fundacji z dawnym Dolnośląskim Bankiem Regionalnym, który najpierw udzielił Marszewskim kredytu, a później w związku z trudnościami płatniczymi polecił im Fundację Help, która korzystając z ich naiwności wycisnęła starszych ludzi jak cytrynę. Odpowiedzi wymaga także pytanie dlaczego w akcie notarialnym darowizny sporządzonym przez znanego jeleniogórskiego notariusza Marię Dworak 50-krotnie zaniżono wartość darowizny, wyszło że nieruchomość (3 obiekty w dobrym stanie i ponad 3,5 ha gruntu w atrakcyjnym miejscu pod Szklarską Porębą) warta jest raptem 20 tys. zł. Notariusz, która zgodnie z ustawą zobowiązana była do czuwania nad należnym zabezpieczeniem praw i słusznych interesów wszystkich stron dokonujących czynności prawnych, zapytana dlaczego tak nie postąpiła zasłaniając się tajemnicą służbową pisemnie odmówiła dziennikarzowi jakichkolwiek wyjaśnień na ten temat.

W rezultacie nigdy nie doszło do zrealizowania istoty umowy darowizny. Nie doszło też do sformalizowania obiecanego im przez Fundację dożywocia i zatrudnienia w Helpie. Bankowy kredyt zaciągnięty przez Marszewskich także nie został spłacony - hipotekę pensjonatu nadal obciąża kwota 450 000 zł. Do tego Fundacja "Help", zdaniem Marszewskich zwyczajnie ich okradła. Zginęło ich mienie ruchome, głównie wyposażenie pensjonatu i ich mieszkania, bogaty księgozbiór, sprzęt wędkarski a dwa budynki, hotelowy i gospodarczy (ok. 400 m kw) zostały zrujnowane. Straty oceniają wstępnie na pół miliona złotych.

Pisma bez odzewu

Kiedy więc Marszewscy z powodu oczywistej rażącej niewdzięczności i oszustwa odwołali darowiznę, liczyli, i o tym pisali w odwołaniu, że Zarząd z powrotem notarialnie, zgodnie z ustawą, przeniesie nieruchomość na nich. Tak się jednak nie stało. Na pisma kierowane do Fundacji a później do powołanego pod koniec kwietnia Zarządcy Przymusowego Grażyny Dąbrowskiej Kauf nigdy nie doczekali się konstruktywnej odpowiedzi. Za to zza firanek Marszewscy podglądali jak po pensjonacie na początku maja tego roku kręcili się ludzie nowego zarządcy. Przeprowadzali inwentaryzację, ale bez ich udziału. Nie mogli więc ustalić co stało się z ich mieniem prywatnym. Doszły ich natomiast słuchy, że zarządca zamierza sprzedać obiekt z nimi się nie licząc.

Pod koniec maja, w obronie zdrowia - lekarz wydał zaświadczenia potwierdzające, iż przebywanie w zagrzybiałym lokalu w którym mieszkają na który skazała ich fundacja Help, zagraża ich zdrowiu i w obronie swego mienia, czując się poza tym właścicielami - Marszewscy weszli do głównego, nieczynnego budynku pensjonatu. Zajęli zajmowane kiedyś przez siebie dwa pokoje, wymienili 4 zamki w drzwiach, a rezydującą w obiekcie panią Basię z Fundacji wezwali do opuszczenia ich pensjonatu! I zawezwali policję! Reakcja Zarządcy i jego ludzi była natychmiastowa. Przyjechali w dwa samochody z Wrocławia, ale Barbara Łaczmańska, przedstawiająca się jako dyrektor fundacji Help i prawnik zarządcy odmówiły rozmowy przy wspólnym stole z Marszewskimi. Wezwana przez obie strony policja popełnienia przestępstwa przez Marszewskich nie stwierdziła.

Rewizje bez nakazu

Dwa dni później 24 maja o wpół do drugiej w nocy w pensjonacie zjawili się ochroniarze z wrocławskiego Impelu wynajęci przez zarządcę Helpu.

"Wyjść nam wolno i wejść, ale nie wolno nam nic wnosić ani nic wynosić - pisał pan Bolesław w jednym z SMS-ów - nawet jedzenia i lekarstw". Impel rewidował bez nakazów prokuratorskich ich torby i reklamówki, nie mogli zaprosić do pokoju nawet najbliższej rodziny, zabroniono im także rozmów z dziennikarzami na podwórku. Stołowali się w swoim dawnym budynku, o którym pieszczotliwie mówili "grzyb".

Nie mam potwierdzenia, że podobna sytuacja ma miejsce – wyjaśniał spokojnie Robert Banasiak, dyrektor do spraw lobbingu wrocławskiego Impelu.

Państwo Marszewscy wystąpili do ministra administracji i spraw socjalnych o cofnięcie Impelowi koncesji w związku z łamaniem przez was ustawy o ochronie osób i mienia, co Pan na to? Jest nam bardzo przykro, że nie są zadowoleni z naszych usług - usłyszałam.

Zaufana sądu

W Sądzie Rejestrowym we Wrocławiu niewiele można się dowiedzieć. Sędziny Małgorzata Łepkowska i Małgorzata Malinowska-Grakowicz zgodnie oświadczają, że nie życzą sobie żadnych publikacji czy autoryzacji ich wypowiedzi na temat Fundacji. Ponieważ zarząd Fundacji znajdował się w areszcie, z pomysłu prokuratora Roberta Łęckiego i wniosku Ministerstwa Zdrowia w kwietniu tego roku Sąd Rejonowy powołał tak zwanego zarządcę przymusowego Helpu. Niewiele jednak o nim wiadomo. O świeżo powołanym zarządcy sędzina Małgorzata Łepkowska mówi krótko: zaufana sądu. I tę informację powtarza dwukrotnie bez żadnego komentarza. Sądu nie interesuje co dzieje się obecnie w fundacji. Słyszę, że wszelkie pretensje, skargi czy po prostu pytania należy kierować do ministra zdrowia.

Na bieżąco o majowych wydarzeniach w piechowickim pensjonacie jest natomiast wrocławski prokurator okręgowy Robert Łęcki. Nie spodziewał się, że starsi ludzie upomną o swoje. Mówi stanowczo i dobitnie, że nie będzie tolerował bezprawia jakim jest wtargnięcie do budynku i jego okupacja. Nie będzie! Zdziwiony był natomiast informacją, że Marszewscy siedzą w jednym pokoju i modlą się, bo do tego w istocie sprowadzała się cała "okupacja". A czy Impel nie łamie prawa rewidując ich rzeczy i uniemożliwiając Marszewskim wnoszenie żywności, leków czy przyjmowania gości?

Nie - uważa prokurator Łęcki - Marszewscy mogą przecież opuścić budynek - tłumaczy stróż prawa.

Ostatni dzień dramatu

Cały czwartek 6 czerwca Bolesław Marszewski spędził w piżamach. Dzień wcześniej wyszedł na kolację do "grzyba" i już więcej ochrona nie wpuścił go do pensjonatu. W piżamach był więc u prokuratora i komendanta policji, w piżamach spotkał się także z dziennikarzami na zaimprowizowanej konferencji prasowej, w piżamach z supersamu dzwonił także na policyjny telefon zaufania. Wskórał niewiele. Inspektor Komendy Powiatowej Policji w Jeleniej Górze Maciej Kocerka przyjął go osobiście, wysłuchał ale nie kryjąc niczego wyjawił, że policja w tej sprawie nie będzie już więcej w obronie Marszewskich interweniować. Bo takie są dyspozycje prokuratura okręgowego z Wrocławia - doprowadzić do wyjścia Marszewskich z budynku bez tytułu egzekucyjnego.

Kolejne zaskoczenie Marszewski przeżył w jeleniogórskiej Prokuraturze Rejonowej - prokurator Bożena Różańska odmówiła przyjęcia od Marszewskiego zawiadomienia o przestępstwach przeciwko mirowi domowemu i o łamaniu praw człowieka przez zarządcę Helpu.

Zenobia Sroka i Teresa Marszewska zamknięte w pensjonacie tego dnia miały po raz pierwszy styczność z panią zarządcą. Słyszały ją przez zamknięte drzwi.

- Krzyczała i kazała nam otworzyć, ale odmówiłyśmy, bo jej nie ufamy - opowiada Zenobia Sroka - Gdy za drzwiami zrobił się ruch, myślałyśmy, że chcą wyłamać zamki. Wzięłyśmy więc krzyż i klęcząc na progu zaczęłyśmy się modlić. I tak nas Bóg uchronił.

Po interwencjach we wrocławskim telefonie zaufania wieczorem do pensjonatu przyjechali jednak policjanci. Pan Bolesław chciał przy ich pomocy dostarczyć bliskim żywność. Jeden z funkcjonariuszy sugerując w "zaufaniu", że za sprawą swoich przełożonych jest bezradny w tej sytuacji, szeptem poradził Marszewskiemu, inwalidzie z drewnianą stopą: Włóż Pan nogę w otwarte drzwi, to ich ochraniarze nie domkną i wtedy staraj się Pan podać żywność żonie. Marszewski nie poszedł za jego radą, zaskoczyła go natomiast pani Basia z Fundacji proponując mu kostki z kurczaka dla pieska.

Oni bardziej troszczyli się o mojego psa niż o kobiety, które nie jadły kilka dni - powtarzał zaszokowany pan Bolesław - Nowy zarządca Helpu okazał się gorszy od poprzedników.

Ostatni SMS

"Panie są u kresu wytrzymałości. Wezwałem pogotowie. Dalsze przebywanie w budynku głównym jest bez sensu. "To był ostatni SMS Bolesława Marszewskiego nadany późnym wieczorem 6 czerwca tego roku po prawie dwóch tygodniach spędzonych w pilnowanym przez Impel pensjonacie. Paradoksalnie, ich własnym pensjonacie, do którego zabroniono im wstępu, chociaż pod tym właśnie adresem są zameldowani. A kiedy tu przez te kilkanaście dni mieszkali nie wolno im było przyjmować gości, nikt nie mógł im dostarczać lekarstw i żywności. Aż dziw, że Impel, wynajęty przez fundację Help, pozwolił lekarzowi na zrobienie zastrzyków osłabionej brakiem żywności teściowej B. Marszewkiego Zenobii Sroce.

Następnego dnia Marszewscy się poddali. Opuścili budynek i wrócili do "grzyba".

Aktualnie prokuratura jeleniogórska prowadzi śledztwo, które odpowie na pytanie czy Marszewscy włamali się do siebie. Do tej samej prokuratury trafiła też skarga Marszewskich, wcześniej skierowana do ministra sprawiedliwości na przestępczą i oszukańczą działalność zarządzających fundacją Help. I jest to druga sprawa. Oddzielnie też toczy się wyjaśnianie przez policję czy przestępstw wobec Marszewskich dopuściła się firma ochroniarska Impel. To trzecia sprawa. Tym samym spełniły się dyspozycje wrocławskiego prokuratora: "Okupujący" pensjonat opuścili go.

***

Zarządca przymusowy Grażyna Dąbrowska Kauf nigdy ( mimo złożenia jej pytań na piśmie) nigdy nie odpowiedziała mi jak zamierza rozwiązać narosły w Piechowicach konflikt. Odpisała jedynie: "zadawane przez panią pytania co do rozwiązania konfliktu są nieporozumieniem, albowiem to Pani przyczyniła się do jego powstania i nadal przyczynia (...)". Znów wszystkiemu winni są dziennikarze i cykliści.

Jolanta Stopka
marszewski_m.jpg (22.9 KB) marszewska_m.jpg (18.3 KB)
do góry
| BO!Tutaj | Redakcja | Archiwum | Poczta |


Redakcja BO!Tutaj
Design by Dorota Reszke 2003

Serwis hostowany przez:





stat4u